Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2007
| Dystans całkowity: | 1089.88 km (w terenie 79.68 km; 7.31%) |
| Czas w ruchu: | 48:57 |
| Średnia prędkość: | 22.27 km/h |
| Liczba aktywności: | 22 |
| Średnio na aktywność: | 49.54 km i 2h 13m |
| Więcej statystyk | |
3 ... 2 ... 1 ... ;D
Niedziela, 30 września 2007
| km: | 44.23 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 02:07 | km/h: | 20.90 |
3 ... 2 ... 1 ... ;D pozdrawiam wszystkich ;))))))))))
Sobota, 29 września 2007
| km: | 26.53 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 01:07 | km/h: | 23.76 |
Piątek, 28 września 2007
| km: | 17.67 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 01:05 | km/h: | 16.31 |
Żary
Mirostowice Dolne
Poniedziałek, 24 września 2007
| km: | 42.76 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 01:31 | km/h: | 28.19 |
Żary
Mirostowice Dolne
Łaz
Żary
Olbrachtów
Mirostowice Górne
Stawnik
Mirostowice Dolne
Żary
a potem do roboty czyli nieco wieksza standardowa traska na całą pare ... jestem chyba jakis ostatnio troszeczke niewyżyty ... ;D
Mirostowice Dolne
Łaz
Żary
Olbrachtów
Mirostowice Górne
Stawnik
Mirostowice Dolne
Żary
a potem do roboty czyli nieco wieksza standardowa traska na całą pare ... jestem chyba jakis ostatnio troszeczke niewyżyty ... ;D
Opis zaraz ... oczywiście
Niedziela, 23 września 2007
| km: | 170.07 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 06:07 | km/h: | 27.80 |
Opis zaraz ... oczywiście jak starczy mi dzis sił
a narazie ide sie umyc i cos zjem bo dopiero wróciem
a powieść ta nie bedzie krótka i beda tez zdjecia
a widze ze i komputer ktory jest juz chyba od zawsze zagrożony
nie bedzie chcial ze mna wspolpracowac ...
a narazie ide sie umyc i cos zjem bo dopiero wróciem
a powieść ta nie bedzie krótka i beda tez zdjecia
a widze ze i komputer ktory jest juz chyba od zawsze zagrożony
nie bedzie chcial ze mna wspolpracowac ...
Najpierw z Karpacza Dolnego
Sobota, 22 września 2007
| km: | 40.68 | km teren: | 40.68 |
| czas: | 03:27 | km/h: | 11.79 |
Najpierw z Karpacza Dolnego do Górnego ...obok orlinka ...

do Świątyni Wang ...

... a tu już jeden z moich kilku dzisiejszych celów ... !!ŚNIEŻKA!!

droga na śnieżke nie była wcale taka łatwa jaką sobie wyobrażałem ... jak później sie okazało wjazd rowerem okazal sie nieporównywalnie trudniejszym zadaniem niż zwykły spacer ...

przejeżdżając obok samotni, nie mogłem tak po prostu nie zrobić sobie tego wyjątkowego zdjęcia

podjadz był trudny ... (spodkałem tu też paru rzeźników na bikach, którzy niestety już ze Śnieżki zjeżdżali)

a podjazdu końca jeszcze widać nie było ...

dookoła wspaniałe widoki a kask okazał się niezbędnością aby potem móc właśnie w tym miejscu jechać ok 55 kmh ... :D uwielbiam to ...

Samotnia z perspektywy drogi na szczyt ...

a tu jak widać całkiem niedaleko do osiągnięcia mojego dziszejszego celu ...

tu panowie z zielonej Łady Nivy zaproponowali mi zejść z roweru ... uznałem to za rozsądne wyjście bo kolejnego mandatu już dostawać nie chciałem ... ;)

Nieco jednak dalej widziałem, że ci sami panowie wracają i pod pretekstem "dnia bez samochodu" wynegocjowałem wjazd rowerem na sam szczyt ... a tam praktycznie jadąc przez cały czas w aplausie wchodzących i schodzących ludzi byłem oklaskiwany za mój niecoidzienny szalony pomysł ... robiło mi się naprawde przyjemnie i tym bardziej chciałem mój cel osiągnąć ... i udało sie.Na samym szczycie zaliczyłem jeszcze upadek własnie w tym miejscu ale reakcja ludzi na szczycie po prostu wskazywała na ogromny szacunek jakim mnie dażyli ... poczułem sie naprawde jak ktoś wyjątkowy ;D

Oczywiście sesja fotograficzna na szczycie musiała sie odbyć ..........



jednak to miejsce okazało sie o wiele piekniejsze niż jakże również wspaniała Śnieżka ... SAMOTNIA

z tego miejsca jeszcze wybrałem sie w kilka miejsc, które jednak juz nie okazały sie tak piękne ...

do Świątyni Wang ...

... a tu już jeden z moich kilku dzisiejszych celów ... !!ŚNIEŻKA!!

droga na śnieżke nie była wcale taka łatwa jaką sobie wyobrażałem ... jak później sie okazało wjazd rowerem okazal sie nieporównywalnie trudniejszym zadaniem niż zwykły spacer ...

przejeżdżając obok samotni, nie mogłem tak po prostu nie zrobić sobie tego wyjątkowego zdjęcia

podjadz był trudny ... (spodkałem tu też paru rzeźników na bikach, którzy niestety już ze Śnieżki zjeżdżali)

a podjazdu końca jeszcze widać nie było ...

dookoła wspaniałe widoki a kask okazał się niezbędnością aby potem móc właśnie w tym miejscu jechać ok 55 kmh ... :D uwielbiam to ...

Samotnia z perspektywy drogi na szczyt ...

a tu jak widać całkiem niedaleko do osiągnięcia mojego dziszejszego celu ...

tu panowie z zielonej Łady Nivy zaproponowali mi zejść z roweru ... uznałem to za rozsądne wyjście bo kolejnego mandatu już dostawać nie chciałem ... ;)

Nieco jednak dalej widziałem, że ci sami panowie wracają i pod pretekstem "dnia bez samochodu" wynegocjowałem wjazd rowerem na sam szczyt ... a tam praktycznie jadąc przez cały czas w aplausie wchodzących i schodzących ludzi byłem oklaskiwany za mój niecoidzienny szalony pomysł ... robiło mi się naprawde przyjemnie i tym bardziej chciałem mój cel osiągnąć ... i udało sie.Na samym szczycie zaliczyłem jeszcze upadek własnie w tym miejscu ale reakcja ludzi na szczycie po prostu wskazywała na ogromny szacunek jakim mnie dażyli ... poczułem sie naprawde jak ktoś wyjątkowy ;D

Oczywiście sesja fotograficzna na szczycie musiała sie odbyć ..........



jednak to miejsce okazało sie o wiele piekniejsze niż jakże również wspaniała Śnieżka ... SAMOTNIA

z tego miejsca jeszcze wybrałem sie w kilka miejsc, które jednak juz nie okazały sie tak piękne ...
Dzień rozpoczął sie jak
Piątek, 21 września 2007
| km: | 92.20 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 03:45 | km/h: | 24.59 |
Dzień rozpoczął sie jak kolejny normalny ... z tą jednak różnicą, że z niewiadomych dla mnie przyczyn, wszyscy zaczęli składać mi życzenia.
No tak.Juz wiem ... miałem swoje kolejne imieniny ...
Dzień zaczął jak to na imieninach bardzo sympatycznie szczególnie, że miałem pojechać na rowerze do karpacza.
Niestety wyjazd musiał sie niestety opóźnić z niezależnych ode mnie przyczyn.
Dotego zacząłem jezdzić samochodem dookoła ratusza gdzie złapała mnie straż miejska, bo tam jezdzić po prostu nie można ...
Pan władza krzyknął mi 350 złotych mandatu i 5 punktów ... o k...!!!Powiedziałem.
Niestety było to wszystko uzasadnione szczególnie że nie chodziło tylko o takie głupie jeżdżenie ... ale to juz inna opowieść ... generalnie skończyoło sie na 5 dyszkach i 5 punktach.
Ok godziny 14 wyruwszyłem w swoją upragnioną podróż do karpacza ...
Postanowiłem, że rowerem pojade do Węglińca a z tamtąd pociągiem o 15:50 do Jeleniej Góry a potem znowu na rowerze do karpacza.
Niestety kolejne moje plany legły w gruzach ponieważ jak by to powiedziec ... spóźniłem sie na pociąg o jakieś 20 min.Następny był dopiero o 18:09.Postanowiłem więc typowo rekreacyjnie zwiedzić miasto z którego za kilka chwil miałem juz wyjechać ... przy okazji dowiedziałem się że minister transportu ogłosił od 21 do 23 września ... dzień bez samochodu ... takim więc sposobem dostałem 100% upust na rower.Pomyślałem sobie, że dopiero teraz zaczyna sie moja wspaniała przygoda ...
czekamy na pociąg ...

następnie musiałem już tylko patrzeć zza szyb pociągu jak sie robi coraz ciemniej i zimniej ... zacząłem sie ubierac jeszcze w pociągu bo przecierz miałem jakies 20 km do karpacza ...
O 19:40 byłem juz w Jeleniej Górze ... wspaniałym mieście nocą ... niestety bez zdjęć ... ;(
Podążyłem jeleniogórskimi ulicami w kierunku ścieżki rowerowej, która praktycznie prowadziła do samego karpacza ...
A tam szukanie lokalu ... mnustwo telefonów i jeszcze więcej braku miejsc gdziekolwiek az ostatecznie znalazłem za niebagatelne pieniądze miejsce w pensjonacie VOGT gdzie ok godziny 22 zdążyłem sie doprowadzić do pożądku i wyruszyć juz na piechotke w kierunku tetniącym życiem wspaniałym Karpaczu na kolacje ... która jak sie póżniej okazało także była za niebagatelne pieniądze ale tak pojadłem, że naprawde nie miałem już gdzie w swoim malutkim brzuszku tego ogromnego szaszłyka zmieścić ... ale udało się ... zresztą zawsze sie udawało ... bo juz ze mnie taki łakomczuszek ;D.
Po obfitym posiłku wróciłem do VOGTA bo następny dzień szykował sie naprawde niesamowicie ... a do tego ta piękna jak pierwsze wiosenne kolorowe kwiaty pogoda ...
No tak.Juz wiem ... miałem swoje kolejne imieniny ...
Dzień zaczął jak to na imieninach bardzo sympatycznie szczególnie, że miałem pojechać na rowerze do karpacza.
Niestety wyjazd musiał sie niestety opóźnić z niezależnych ode mnie przyczyn.
Dotego zacząłem jezdzić samochodem dookoła ratusza gdzie złapała mnie straż miejska, bo tam jezdzić po prostu nie można ...
Pan władza krzyknął mi 350 złotych mandatu i 5 punktów ... o k...!!!Powiedziałem.
Niestety było to wszystko uzasadnione szczególnie że nie chodziło tylko o takie głupie jeżdżenie ... ale to juz inna opowieść ... generalnie skończyoło sie na 5 dyszkach i 5 punktach.
Ok godziny 14 wyruwszyłem w swoją upragnioną podróż do karpacza ...
Postanowiłem, że rowerem pojade do Węglińca a z tamtąd pociągiem o 15:50 do Jeleniej Góry a potem znowu na rowerze do karpacza.
Niestety kolejne moje plany legły w gruzach ponieważ jak by to powiedziec ... spóźniłem sie na pociąg o jakieś 20 min.Następny był dopiero o 18:09.Postanowiłem więc typowo rekreacyjnie zwiedzić miasto z którego za kilka chwil miałem juz wyjechać ... przy okazji dowiedziałem się że minister transportu ogłosił od 21 do 23 września ... dzień bez samochodu ... takim więc sposobem dostałem 100% upust na rower.Pomyślałem sobie, że dopiero teraz zaczyna sie moja wspaniała przygoda ...
czekamy na pociąg ...

następnie musiałem już tylko patrzeć zza szyb pociągu jak sie robi coraz ciemniej i zimniej ... zacząłem sie ubierac jeszcze w pociągu bo przecierz miałem jakies 20 km do karpacza ...
O 19:40 byłem juz w Jeleniej Górze ... wspaniałym mieście nocą ... niestety bez zdjęć ... ;(
Podążyłem jeleniogórskimi ulicami w kierunku ścieżki rowerowej, która praktycznie prowadziła do samego karpacza ...
A tam szukanie lokalu ... mnustwo telefonów i jeszcze więcej braku miejsc gdziekolwiek az ostatecznie znalazłem za niebagatelne pieniądze miejsce w pensjonacie VOGT gdzie ok godziny 22 zdążyłem sie doprowadzić do pożądku i wyruszyć juz na piechotke w kierunku tetniącym życiem wspaniałym Karpaczu na kolacje ... która jak sie póżniej okazało także była za niebagatelne pieniądze ale tak pojadłem, że naprawde nie miałem już gdzie w swoim malutkim brzuszku tego ogromnego szaszłyka zmieścić ... ale udało się ... zresztą zawsze sie udawało ... bo juz ze mnie taki łakomczuszek ;D.
Po obfitym posiłku wróciłem do VOGTA bo następny dzień szykował sie naprawde niesamowicie ... a do tego ta piękna jak pierwsze wiosenne kolorowe kwiaty pogoda ...
Wrocław
Czwartek, 20 września 2007
| km: | 152.52 | km teren: | 15.00 |
| czas: | 06:54 | km/h: | 22.10 |
Wrocław - Przemków
Środa, 19 września 2007
| km: | 23.00 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 01:00 | km/h: | 23.00 |
Wtorek, 18 września 2007
| km: | 7.00 | km teren: | 0.00 |
| czas: | 00:25 | km/h: | 16.80 |



